loadingimg

Wczytuję dane...
Herbata nam nie smakuje - co jest nie tak?

Zaparzanie herbaty - częste błędy

 

Kupiłeś dobrym sklepie dobrą, drogą herbatę, zaparzasz pierwszy dzbanuszek w nadziei, że za chwilę dane będzie Tobie odkryć to, o czym mówi się w dalekowschodnich legendach, wspaniały smak, aromat i orzeźwienie, jakie powinien nieść ze sobą każdy łyk, nalewasz napój do filiżanki, bierzesz pierwszy łyk i… rozczarowanie. To to ma być ta najlepsza z herbat? – zastanawiasz się i dopowiadasz sobie – To ja już wolę te zwykłą Earl Grey w torebeczkach, jaką od zawsze mam w szufladzie, tamta mi smakuje o wiele lepiej. No tak. Tak bywa nader często. Najpierw ulegamy swoistej modzie na dobre herbaty (ze wszech miar słusznie!), dokonujemy zakupu i po pierwszej degustacji jesteśmy… zdegustowani i na długo zniechęceni. Co poszło nie tak?

 

Mogło pójść wiele. Niepowodzenia związane z pierwszymi doświadczeniami z dobrymi herbatami biorą się z kilku przyczyn. Poniżej przedstawię te najważniejsze. 

 

Woda do zaparzania herbaty 

 

Jakość wody – herbata jest napojem bardzo wymagającym, gdy idzie o jakość użytej do jej sporządzenia wody (to zresztą nie może dziwić). Poza oczywistymi sprawami, jak brak niepożądanych aromatów czy posmaków, istotna jest także jej twardość. Bardzo dobra do przygotowania herbat jest woda o twardości nie większej, niż 10 stopni niemieckich. Taka woda, przy zachowaniu wszystkich innych reguł związanych z parzeniem herbaty, da wyśmienite rezultaty. Dla większości gatunków herbat napar uzyskany z użyciem wody o twardości między dziesiątym, a dwudziestym stopniem da napar zupełnie przyzwoity, choć większość z nas wyczuje już różnicę, zwłaszcza, gdyby mieć tuż obok dwie filiżanki tej samej herbaty zaparzonej przy użyciu wody miękkiej i tej twardszej. Woda o twardości powyżej dwudziestu stopni niemieckich praktycznie nie nadaje się to przyrządzenia smacznej herbaty. Jeśli jesteśmy na taka wodę skazani, to będziemy musieli używać filtrów zmiękczających, bądź też będziemy zdani na mieszanie jej z wodą miękką (nawet destylowaną, ale tylko do uzyskania twardości rzędu sześciu ośmiu stopni niemieckich, ponieważ woda destylowana, zupełnie pozbawiona minerałów, także do parzenia herbat się nie nadaje).

 

Kolejny powód niepowodzeń przy pierwszych próbach uzyskania wyśmienitego naparu z dobrego gatunkowo suszu, to niewłaściwe przygotowanie wody. Dobre herbaty są wrażliwe także na tego typu błędy, a mówiąc o nich mamy na myśli użycie wody o nieprawidłowej temperaturze, bądź nieprawidłowe jej doprowadzenie do wymaganej temperatury. Dla wszystkich herbat zasadą podstawową jest, że NIE WOLNO używać wody, która już raz została zagotowana. Taka woda jest pozbawiona tlenu w stopniu, który uniemożliwia uzyskanie wspaniałego naparu. Dlatego każdorazowo do zaparzenia nowej filiżanki, czy nowego dzbanka herbaty, stosować należy świeżą, prędzej niegotowaną wodę. Co do uzyskiwania właściwej temperatury, błędy są różne dla różnych herbat, w zależności od tego, czy używamy do ich zaparzania wrzątku, czy wody o niższej temperaturze. I tak:

 

Herbaty zielone, białe i żółte – dla tych herbat temperatura zaparzania jest zawsze niższa, niż sto stopni. I największym, a zarazem POWSZECHNYM błędem osób niedostatecznie obeznanych z tematyką przygotowywania naparów z liści herbacianego krzewu, jest stosowanie wody wrzącej. Takie potraktowanie suszu tych herbat da zawsze napar zły, niesmaczny, często wręcz odrzucający. A wystarczy, że ten sam susz, powiedzmy którejś ze wspaniałych herbat zielonych, zalejemy wodą o odpowiedniej dla niego temperaturze (czyli zwykle coś pomiędzy siedemdziesiąt a osiemdziesiąt stopni Celsjusza), a herbata będzie wspaniała, często po prostu wyśmienita.

 

Herbaty czarne, czerwone i pu-erh – zaparzanie tych herbat, to nic innego, jak zalanie ich wrzątkiem, Tylko że… wrzątek wrzątkowi nie równy. Zdziwiony? I nic dziwnego, że zdziwiony. Kto by się tam zajmował tym, z jakich faz składa się proces wrzenia. A on składa się z faz trzech i to wrzątek z drugiej fazy jest najwłaściwsze do zaparzenia jednej z tych herbat. Tak, właśnie woda w stanie białego wrzenia jest tu doskonała, a już woda przegotowana, czyli doprowadzona do burzliwego wrzenia objawiającego się powstawaniem wielkich bąbli pary w całej objętości bardzo dobrej herbaty nam nie da. O tym, jak rozróżnić poszczególne fazy wrzenia pisaliśmy już tutaj. I jedna uwaga – to nie są dyrdymały, to naprawdę istotne rzeczy, które maj bardzo wymierny wpływ na to, jakie uzyskamy efekty.

 

Czas zaparzania herbaty 

 

Kolejną oczywistą kategorią błędów popełnianych w trakcie parzenia herbat jest nieodpowiedni czas, w jakim susz pozostaje pod wpływem wody (czyli czas zaparzania, po prostu). Poszczególne rodzaje herbat mają dość ściśle określone czasy zaparzania (artykuł tutaj). I jeśli mamy do czynienia z herbatą o dość krótkim czasie zaparzania i wąskich ramach tego czasu (zwykle dotyczy do herbat o dość mocno rozdrobnionych liściach), wówczas pozostawienie „fusów” w naparze ponad ten czas choćby o pół minuty jest wielkim błędem i poskutkuje uzyskaniem gorzkiego naparu, mocno garbnikowego i bardzo „ściągającego”. Herbata taka będzie po prostu niesmaczna. Także herbaty o dłuższych czasach parzenia nie powinny być uzyskiwane bez oddzielania liści od naparu, mamy tu jednak zwykle większe ramy czasowe i odpowiednio dłuższy czas na reakcję. Trzeba jednak pamiętać, że inna uzyskamy herbatę parząc ją raczej krótko, niż zbliżając się z czasem zaparzania do maksimum (w pierwszym wypadku pobudzająca, w drugim odprężającą). Od zasady niepozostawiania liści w naparze można czasem zrobić wyjątek. Zwłaszcza, kiedy dobrze już się wie, co się robi. My na przykład czasem zalewamy herbaty zielone, herbaty białe czy pu-erh bezpośrednio w filiżankach, i jeśli te mają naprawdę duże licie (a więc i spore czasy parzenia), przystępujemy do popijania zaraz po upływie dolnej granicy czasu parzenia i popijamy sobie spokojnie taką filiżankę przez kilka minut. Uzyskujemy w ten sposób ciekawy efekt, bo pierwsze łyki dają nam małego kopa teinowego i pobudzają do pracy, ale kolejne, a zwłaszcza ostatnie, stabilizują nastrój i wprowadzają lekkie odprężenie (co łącznie bywa całkiem dobrym rozwiązaniem). Na dodatek wszystkie te herbaty można zaparzać kilkakrotnie, więc po opróżnieniu filiżanki z naparu mamy sposobność do sprawienia sobie kolejnej (czasem większej!) przyjemności. Ale pomijając tę dygresję – nie parzymy herbat zbyt krótko, bo będziemy pili napój herbatopodobny, ale też i nie za długo, po nie będziemy w stanie upić tego, co uzyskamy.

 

Ilość suszu na herbatę 

 

Ostatnia kategoria powszechnych błędów, to złe dozowanie suszu. Niech oczywistym stanie się, że jeśli użyjemy go zbyt małą ilość, to herbata będzie płytka, wodnista i nie da nam żadnej przyjemności. Jeśli będzie go zbyt dużo, to może stać się zbyt mocna, ale na „przedawkowanie” herbaty wydają się być znacznie bardziej odporne. Ogólna zasada mówi: łyżeczka na filiżankę i dodatkowo jeszcze jedna na cały dzbanek. Ale są od tej zasady wyjątki (np. herbaty białe – tu zwykle CZUBATA łyżeczka na filiżankę plus dodatkowa na dzbanek). Wszystko to połapiemy w mig, jeśli tylko naprawdę zechcemy, by herbata i jej wspaniałe właściwości, stały się elementem naszej codzienności.

 

Koniec końców to, że herbata, mimo sporej ilości cech powodujących, że jest o wiele lepszym napojem, niż wiele innych, gotowych lub prawie gotowych, po które sięgamy w trakcie wizyt w supermarkecie, nie osiągnęła w Polsce (na razie) należnej jej pozycji, tłumaczyć trzeba dwoma absolutnie podstawowymi powodami. Pierwszy -  w dziewięćdziesięciu pięciu procentach domów do przyrządzania herbaty używa się herbaty beznadziejnej jakości. Po drugie, w dziewięćdziesięciu pięciu procentach przypadków w polskich domach ignoruje się (z powodu niewiedzy) wszelkie niemal zasady otrzymywania dobrego naparu, co skutkuje tym, ze pija się napar kiepski i… koło się zamyka.

 

No to – do dzieła i smacznego! J