loadingimg

Wczytuję dane...

Archiwum

 
Czas zaparzania, a moc herbaty

Cajniczek na herbatę

Herbata jest napojem, który ma niezwykle korzystny wpływ na nasze zdrowie. Najczęściej słyszy się o dobroczynnych właściwościach herbaty zielonej, jednak trzeba wiedzieć, że praktycznie takie same ma herbata biała, a nieco odmienne, ale równie znamienite mają oolongi i coraz popularniejsza w Polsce, a znana od siedemnastu wieków w Chinach Pu-Erh. Wielu wielbicieli tradycyjnej w Polsce, czarnej herbaty zastanawia się, czy i ona chroni nas przed chorobami i posiada lecznicze właściwości. Odpowiedź jest twierdząca, choć prawdą jest, że stężenie dobroczynnych substancji w herbacie czarnej jest najniższe. Badania dowodzą jednak, że nie tylko skład i gatunek herbaty mają znaczenie. Znaczenie ma również to, że jej wielbiciele, ludzie, którzy uczynili z jej picia codzienny nawyk, są zdrowsi od reszty populacji, bo zwyczajnie należą do tych, którzy zdrowo żyją. Ludzie tacy cenią sobie relaks i swoisty psychiczny komfort, jaki daje z jednej strony, a którego wymaga z drugiej, przygotowanie i wypicie codziennej filiżanki dobrej herbaty. Mamy więc do czynienia z synergią oddziaływania na poziomie biochemicznym oraz psychicznym, można rzec – duchowym.

 Herbata i zdrowie

O tym, jak działa dobra liściasta herbata na nasze zdrowie, co w sobie takiego zawiera, że przypisuje się jej tak wybitny wpływ na unikanie i leczenie wielu chorób (szczególnie cywilizacyjnych) będę pisał jeszcze nie raz. Tu i teraz wspomnieć chciałbym tylko historię pewnej starszej, brytyjskiej damy, która dożyła lat 120 pijąc kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt filiżanek herbaty dziennie. To nie żart. I to całkiem możliwe, że herbata właśnie miała ważny udział w uzyskaniu przez nią tak pięknego wieku. Nieźle, co? A jeśli coś Was teraz zastanawia, to pewnie to, jak ta kobieta mogła spokojnie spać po takiej dziennej dawce kofeiny (teiny)!

 

Mogła. Zawartość związków pobudzających w naparze, to kwestia czasu zaparzania. I tu, uwaga, może być małe zdziwienie. Herbata TYM MNIEJ POBUDZA, IM DŁUŻEJ jest zaparzana. Czyli wcale nie tak, jak sobie najczęściej myślimy i jak w wielu miejscach, także w Internecie, się pisze. Rzecz od strony fizykochemicznej jest prosta. Teina jest łatwo rozpuszczalna w ciepłej wodzie i niemal natychmiast przechodzi w trakcie parzenia z liści do naparu. Więc już po minucie parzenia mamy ja całą w naparze. I po takiej herbacie rzeczywiście będziemy pobudzeni, a o spaniu przez jakiś czas nie będzie mowy (chyba, że parzymy oolonga – tu zawartość teiny i tak będzie niewielka). Jeśli jednak przedłużymy zaparzanie o kolejne dwie, trzy minuty (w zależności od typu herbaty), do naparu zaczną się uwalniać garbniki. Odpowiadają one za dwie rzeczy. Po pierwsze, za lekko gorzkawy smak herbaty (wszyscy wiemy – im dłużej parzymy, tym bardziej herbata gorzka). Ale po drugie, garbniki zwiążą nam teinę i sprawią, że nie będzie ona aktywna, a co za tym idzie, znacznie obniży się działanie pobudzające herbaty, a zwiększy to relaksujące.

 

Proszę wiec pamiętać – herbata dłużej parzona, choć zwykle wydaje się mocniejsza, w istocie nie będzie pobudzać (a będzie działać wręcz odprężająco). Za to ta parzona minutę lub dwie, choć delikatniejsza może w smaku, będzie miała działanie pobudzające podobne do mocnej kawy. I tylko przypomnę raz jeszcze – zasada ta ma mniejsze zastosowanie w przypadku herbat typu oolong (bo są generalnie mało zasobne w teinę), no i oczywiście nie stosują się wcale do większości „herbat nie herbat”, jak na przykład rooibos (bo to nie liście krzewu herbacianego i nie ma rooibos w sobie teiny wcale).

 

Jest pół do dwunastej w nocy. No nic, zaparzę sobie Cesarską Perłę. Będę parzył w czajniczku jakieś siedem minut (to będzie moje ulubione, drugie parzenie), wypiję, i idę spać. Dobranoc. Uśmiech


Data dodania: 2014-05-26 23:36:00