loadingimg

Wczytuję dane...

Archiwum

 
Herbaty Oolong - czym są, co nam dają i co się z nimi robi - cz. I

No to co to takiego, te herbaty oolong? Już wyjaśniam.

 

Po pierwsze, to jedne z najbardziej wartościowych herbat. I chodzi tu zarówno o walory sensoryczne, jak i o to, jak wpływają one na nasze zdrowie. No dobrze, po kolei.

 

Herbaty oolong (albo ulung lub wulong), to herbaty wywodzące się z Chin i do dziś właściwie jedynie w Chinach wytwarzane. Od herbat czarnych i zielonych (a także białych) różnie je to, w jakim stopniu zostały poddane procesowi fermentacji. Tu warto wspomnieć, że owa fermentacja w zasadzie fermentacją nie jest – mamy tu do czynienia z procesem utleniania, całkiem podobnym do tego, jaki zachodzi, gdy obrany ze skórki kawałek jabłka pozostawimy na powietrzu. Wszyscy wiemy, że wnet taki fragment owocu zacznie ciemnieć, brunatnieć (a w przypadku innych owoców nawet czernieć), ale nie oznacza to, że jest on zepsuty ani też powodem tego nie są żadne bakterie ani grzyby (jak w przypadku „zwykłej” fermentacji).

 

No ale wróćmy do oolongów. Wiemy już, że o ich odmienności decyduje stopień fermentacji. Otóż jest tak, że herbaty czarne (te najbardziej u nas popularne), to herbaty w pełni utlenione. Oznacza to, że susz takich herbat składa się z liści poddanych w trakcie obróbki całkowitej fermentacji. Stąd ich wygląd. Zazwyczaj (z małymi wyjątkami – Darjeeling, Nepal) są bardzo ciemne i nawet po zaparzeniu rozwinięte liście ukazują się nam, jako jednorodnie brunatne. Odwrotnie jest w przypadku herbat zielonych i białych - te wytwarzane są z całkowitym pominięciem procesu utleniania, a ich susz składa się zwykle z listków pozbawionych charakterystycznych dla utleniania przebarwień, zaś po zaparzeniu rozwija się w jaśniejsze lub ciemniejsze, ale zawsze raczej zielone „fusy”. Herbaty oolong, to z kolei herbaty poddane procesowi fermentacji jedynie częściowo. Takie ni takie ni owakie.

 

Częściowa fermentacja jest w przypadku oolongów widoczna gołym okiem. Kiedy sobie jedną z takich herbat zaparzymy, będziemy mogli dostrzec, że rozwinięte po zaparzeniu listki są na brzegach brunatne, a wewnątrz zielone. Wynika to z tego, że utlenianie listków zaczyna się zawsze od ich brzegów i jeśli nie zostanie doprowadzone do końca, środek liścia pozostanie zielony.

 

Stopień utlenienia herbat oolong bywa różny. I to od niego w dużej mierze zależeć będą smak i aromat gotowego naparu. A trzeba przyznać, że są to herbaty pod tym względem całkiem odrębne, wyjątkowe i wyśmienite. W Polsce wciąż bardzo niedoceniane.

 

No właśnie. Dlaczego tak wspaniałe herbaty nie mają w naszym kraju należnego im uznania? To wynik kryzysu lat 80-tych. Kto pamięta, ten wie, że był taki czas, że jedyne, co można było kupić bez kolejki (i nie na kartki) w sklepie spożywczym, to był ocet i … herbata „ULUNG”. Parszywa jakościowo i okropna w smaku. Ludzie do dziś to pamiętają. Tamte czasy ukuły w nas świadomość, że dobra herbata, to tylko czarna herbata (zielonej czy białej w ogóle nie dało się zdobyć, większość z nas nawet nie wiedziała, że takie istnieją). I ta świadomość ciągle trwa, choć krok po kroczku nasze herbaciane horyzonty się poszerzają. Zaczynamy rozumieć, że prawdziwe, dobre i najzdrowsze herbaty, to całkiem inne, niż te, o których myśleliśmy do niedawna, że są jedyne.

 

c.d.n.


Data dodania: 2015-04-25 01:00:00