loadingimg

Wczytuję dane...

Archiwum

 
Shinobi-cha - herbata mrożona po japońsku

Gyukuro na zimno

Herbata na upały? Koniecznie. I niech to będzie shonobi-cha.

 

No tak, napisałem niedawno, że herbatę mrożoną wymyślił pewnie Anglik. Skłamałem. To znaczy – dla zachodniego świata to on ją wymyślił, ale wspaniałe połączenie lodu i herbaty znane było już wiele wieków, zanim Richard Blechynden zasypał swe herbaty kostkami lodu będąc na targach w Indiach. Kto wpadł na taki pomysł prędzej? No a kto mógł? Oczywiście Japończycy. Jak? Zapewne przypadkiem, jak to jest zwykle z wynalazkami. I nazwali ten wynalazek „shinobi-cha”.

 

Shinobi-cha tłumaczyć można, jako herbata cierpliwa. Ma to swoje uzasadnienie w sposobie przyrządzania tego rewelacyjnego specjału. Otóż, shonobi-cha, to po prostu susz wysokiej jakości herbaty ZIELONEJ zasypany lodem. Czyli łatwo zrobić, ale trochę się trzeba naczekać, zanim się skosztuje. Herbatę taką najlepiej przyrządzać w niewielkich dzbaneczkach lub w miseczkach z „dziubkiem”. Krótko mówiąc w naczyniach niewiele większych, niż jedna, czy dwie filiżanki. Sprawa jest prosta – wsypujemy susz do naczynia (nieco więcej, niż gdybyśmy zaparzali herbatę ciepłą wodą), zasypujemy to lodem (kostkami, śniegiem – ważne, żeby woda była dobrej jakości) i… czekamy. Jak nam się trochę lodu wytopi na susz, przelewamy do czarki (czarek) i pijemy. Zapewniam, że taka herbata smakuje wybitnie i wspaniale gasi pragnienie.

 

My popijamy, a lód topi się dalej. Więc znów nalewamy i mamy w filiżance kolejną porcję napoju, a tam wytapia się nam następna.

 

Dlaczego warto? Oj, po pierwsze, to wspaniały sposób na upały. Milion razy lepszy od wszelkich soków owocowych i dziesięć razy lepszy (muszę to przyznać niestety) od piwa (nawet własnej produkcji). Po drugie, i to jest ważniejsze niż „po pierwsze”, tak „parzona” herbata ma specyficzne właściwości. Inne nieco związki chemiczne przenikają tu do napoju i w innych stężeniach, niż dla herbaty zalewanej gorącą wodą. Wysokie temperatury niszczą wiele cennych dla naszego zdrowia substancji, tu zaś mamy je wszystkie w formie i ilości nietkniętej gorącą wodą. Te harmonie z ciałem czuje się podświadomie, popijając shinobi-cha, naprawdę. Po trzecie smak. Oj, nie potrafię tego opisać. Świeżość świeżość świeżość. Czytelniku, zrób sobie shinobi-cha choć raz. I sam zobaczysz.

 

Na koniec tylko mała uwaga – shinobi-cha robimy używając najwyższej jakości herbat. Bo tylko takie mają odpowiednio mało goryczki a odpowiedni dużo naturalnego glutaminianu sodu w swoich liściach. No tak – glutaminian sodu, to odkryty przez Japończyków piaty smak, czyli umami. Jasne, dziś dodaje się go do wszystkiego, by poprawić smak potraw, ale jest to substancja obecna w wielu naturalnych produktach, w tym w liściach herbaty. A szczególnie w tych najwyższej jakości herbatach zielonych. Szczególne znaczenia ma tu lekkie zacienianie krzewów podczas uprawy. Stad dla przyrządzenia shinobi-cha polecamy głównie herbaty japońskie bądź na japońskich wzorowane, czyli matcha, gyokuro, kokeicha i sencha.

 

Smacznego w upalne letnie dni!


Data dodania: 2014-06-21 02:23:03